Skrót zamiast nas przyspieszyć to oczywiście zużył czasu. Zakupy dodatkowo, a tu 19-ta tuż tuż czyli ustalona godzina na szukanie miejsca noclegowego.
Przed nami jeszcze kawałek więc już nie kluczymy i dojeżdżamy do drogi 113, która okazuje się dwupasmową.
Jadąc wcześniej co chwila mijaliśmy duże skupiska barszczu Sosnowskiego. Roślina intrudukowana na potrzeby pasz dla bydła okazała się totalnym niewypałem
w dodatku groźnym dla ludzi i zwierząt. Widywałem wielkie jej skupiska głównie w Bieszczadach i na Ukrainie choć i u mnie w powiecie też się rozpleniła.
Piotr jednak nie miał tej sposobności na taką skalę więc zatrzymuję się za jego namową przy jednym z takich skupisk i robię im fotkę z barszczowym tłem.
Nie jest go jednak tu tak dużo jak wcześniej mijanego.
Przy 113 znajduje się sporo zabudowań poprzetykanych lasami. Po naszej prawej widać infrastrukturę przemysłową.
Niektóre budynki robią przytłaczające wrażenie postsowieckiego zapuszczenia i opuszczenia.
Mijamy krzyżówkę jadąc na wprost a na kolejnej odbijamy w lewo w 5348. Przepatrzyłem wtedy kierunek na wprost w kierunku jeziora ale po włączeniu
zdjęć satelitarnych wyszło, że to droga na chyba ogródki działkowe
https://goo.gl/maps/gLHJHrpBaBEMZX2w6 .
Rezygnujemy więc i bezpośrednio podążamy w kierunku Tylży, na północną stronę jeziora.
Kusiło skręcić w kierunku elektrowni lub w drugą stronę i przejechać choć przez Wisaginia ale wieczór i chmury były blisko. Szczególnie chmury.
Miasto Wisaginia powstało jako zaplecze budowanej wtedy elektrowni Ignalino. Wtedy to było najbliższe i największe miasto (może "powiatowe") i stąd taka nazwa.
Za wikipedia:
Od nazwy Ignalina wzięła nazwę wybudowana w tamtej okolicy w czasach ZSRR Ignalińska Elektrownia Jądrowa typu czarnobylskiego (RBMK-1500).
Wraz z elektrownią zbudowano tam od podstaw trzydziestotysięczne miasto Wisaginia, w którym mieszkają pracownicy elektrowni.
Za chwilę skręt w prawo w 5312 i koledzy giną mi w lusterku. Czekam chwilę, wracam się ale już jadą. Chyba jakaś drobne niedomaganie któregoś Turista.
Nie za dobrze orientowałem się o tym rejonie Litwy więc miłym zaskoczeniem było ujrzenie polskich nazwisk na grobach cmentarza w Tylży (
https://pl.wikipedia.org/wiki/Tyl%C5%BCa_(okr%C4%99g_ucia%C5%84ski)),
który mijaliśmy na powolnym biegu
https://goo.gl/maps/rCftfYxagbAirj4MA . Zatrzymujemy się nieco dalej na krzyżówce na naradę 'środowiskową'. Rozglądamy za kimś do
zadania pytania o nocleg czy dostępne miejsce biwakowe ale żywej duszy. Pokręciliśmy się chwilę i zdecydowali pojechać na południe w stronę jeziora z zamiarem
lustrowania jego brzegów. Raz skręciliśmy w boczną dróżkę i wyjechali na teren prywatny ze szlabanem.
Powrót i dalej ale każda boczna dobija do jakiegoś gospodarstwa czy wypoczynkowej daczy ale nikogo nie ma. Przejeżdżamy wieś Burnie (Burniai) gdzie widzimy w polu
człowieka pracującego na traktorze Władimiriec T25. Za ostatnim gospodarstwem jest kawałek otwartego terenu gdzie widać jezioro ale wygląda to wszystko
na wiejskie użytkowane łąki
https://goo.gl/maps/LMtfz8b6yJhVUPn39 . Dalej las i kolejna wioska ale nie chce się nam już jechać. Postanawiamy się wrócić i pogadać
z traktorzystą
https://goo.gl/maps/je67EuqSBX8zfDsE8 . Złapaliśmy języka i jak się okazało nie byle jakiego bo i polskiego! Wyszła do nas kobieta z gospodarstwa.
Nie pamiętam już czy do traktorzysty czy może zainteresowało ją warczenie naszych motocykli a na wsi wiadomo, że jak się coś dzieje to nie bez przyczyny.
Najpierw któryś z kolegów po rosyjsku, do siebie my ojczystym, kobieta do traktorzysty po litewsku a do nas łamaną polszczyzną

Multi-kulti

Wyszło na to, że pokierowali nas na plażę "miejską" w drogę którą wzięliśmy za dojazd do posesji. Mówili, że na plażę jest znak zakazu wjazdu ale każdy go ignoruje.
Traktorzysta proponuje nas poprowadzić z czego oczywiście korzystamy. Zawsze to miejscowy i zna stosunki. Wskazuje dojazd i odjeżdża.
Znak jest a za nim auto z przyczepką na łódkę. Są zatem wędkarze Odbijamy od nich w lewo. Miejsce super fajne. Są ławeczki i stół choć mocno podniszczone.
Jest sucho, równo, bez śmieci a nawet jest worek na nie. Zostajemy!