Piotr w swoją stronę a nasz Awokowy tercet na Drzewce i Wąwolnicę. Ten fragment ma fatalną nawierzchnię. Jechałem tędy na wyjeździe z Markiem
i zapomniałem o tym. Suwakowcy podskakują przez co muszą zwolnić. Na odcinku z Poniatowej do Opola Lubelskiego chłopaki giną mi w lusterku.
Zjeżdżam na pobocze i czekam. Przelatuje Krzysiek i macha mi żebym jechał. Widzę w oddali Luka.
Wyjeżdżam, jedzie auto za mną już, które go wyprzedziło. Droga nierówna i trzepie motórem. Nagle "łup!!!" i widzę w lusterku fontannę za mną.
Kierowczyni auta miała refleks i ominęła moją zgubę, którą była butelka z kwasem o czym powiedział mi później Luke.
Włożyłem go na tylne siedzenie i przycisnąłem między plecakami. I tak sporo ujechał.
Efekt wystrzału i fontanny niezły jednak mogło to mi narobić kłopotu gdyby auto było bliżej i poleciało na nie czy kierowczyni inaczej zareagowała...lepiej nie myśleć.

Dobrze, że się skończyło tyko na stracie kwasu. Nie bolało bo był drugi w sakwie

.
Ustaliliśmy marszrutę na Józefów nad Wisłą i do Annopola. Lubię jeździć tą trasą gdzie droga wiedzie powyżej skarpami wzdłuż Wisły.
Jest to bardzo malowniczy fragment Małopolskiego Przełomu Wisły
https://pl.wikipedia.org/wiki/Ma%C5%82opolski_Prze%C5%82om_Wis%C5%82y Tym razem było nie po trasie ale będąc w okolicy polecam Wam zajrzeć do Piotrawina / Kaliszany-Kolonia do nieczynnego kamieniołomu
https://goo.gl/maps/Wed29BKNrZXqt282A Bardzo ujmujący jest również widok na niego z poziomu wody np. spływu kajakiem.
Sielską jazdę przerywa nam awaria w Turist Luke'a gdzieś na 10km przed Annopolem. Moto spowalnia i kaprysi nierówną pracą bez właściwej mocy.
Zatrzymujemy się i wbijamy w boczną dróżkę między sadami. Szukamy przyczyny w świecy ale to nie to. Krzychu dobiera się do iskrownika.
Przyczyną jest obluzowana płytka przerywacza. Krzysiek dokręca śrubkę w nowym uchwyciku i pyk, puścił gwint. Jak to mawiają Anglicy "shit happens".

Jest dwa iskrowniki na zapas. Jeden u mnie a drugi mają chłopaki. Jednak jest kłopot.
Przewód masujący przykręcony nie na oryginalny wkręt dociskowy z nacięciem na wkrętak tylko na malutki imbusik, którego nie mamy.

Można było uciąć przewód ale Krzysiek zawziął się, że na jednym mocowaniu też się zrobi i pojedzie. To wiem.
Wyciągnął uszkodzony uchwyt, żeby czasem nie wkręcił się w ciężarki. Płytkę ustalił wg znaków jednak moto nie odpala po żmudnym kopaniu i pchaniu. Ki czort?
Jechali rolnicy z sadów drogą na której trwał remont. Byli uprzejmi więc pojedliśmy ich śliwek węgierek i chyba odmiany stanley ze spadów bo na drzewach jeszcze twarde.
Zapłon ustawiony z oka mnie nie przekonywał więc wyciągnąłem multimetr i poprzez "pipczyk" ustawiliśmy go na znaki.
Przekopany wielokrotnie bez świecy żeby paliwo odparowało. Poczekane, zakręcona świeca, kopnięte i zagadał.
Zeszło z pół godziny więc ruszyłem żwawo i znów odskoczyłem chłopakom.
Przed Annopolem zajechałem jeszcze na stację paliw na dotankowanie
https://goo.gl/maps/ZAn72Vp4ZkU4bmHcA i pojawili się koledzy.
Ucięliśmy sobie jeszcze pogawędkę z pracownikiem, również motocyklistą.
Jeździł po Litwie, Łotwie i Estonii ale nie dziadkiem/babcią tylko wnuczkiem. Pogadał by dłużej jednak nam się pili żeby nie jechać po ciemku bo światełka mamy niezbyt dobre.
Rozstaliśmy się tam.
Bracia podążyli na południe prawym brzegiem Wisły ku Kolbuszowej a ja ją przekroczyłem mostem i standardowo pojechałem na Wyszmontów i Opatów ku Staszowowi.